„Uczesz mnie!” – recenzja książki

Z recenzjami to jest tak, że najpierw trzeba produkt wypróbować, najlepiej kilka razy, a potem jak najrzetelniej opisać. Z recenzjami książek natomiast powinno być trochę prościej (niekoniecznie szybciej 😉 ) – ot, czytasz, podsumowujesz własne uczucia i piszesz co tam Ci w duszy gra. No tak, ale jak w ręce trafia pozycja typu „Uczesz mnie!” wszystko staje do góry nogami i do tematu należy podejść z zupełnie innej strony 😉

No, Panie Autorze, poszalał Pan, nie powiem! 😉 Stron bez liku a prawie na każdej twórcze wyzwanie dla małego czytelnika. I jak tu zrecenzować książkę, której po prostu nie da się „przejść” w tydzień? Albo inaczej – da się, ale nie można, bo zniknie cała przyjemność z wykonywanych zadań. Poza tym, tak z pedagogicznego punktu widzenia (a pamiętajcie, że takowy dyplom dumnie posiadam 😉 ) byłoby to bez celowe. Bo tej książki się nie „przechodzi” – tą książkę się „zwiedza” i „pochłania” od początku do końca, rozwijając umiejętności fizyczne, umysłowe i estetyczne. Nie wierzycie mi? A to czytajcie dalej 😉

Książkę stworzył Robert Trojanowski, a na rynek wypuściło wydawnictwo Kaktus. I całe szczęście, bo moje dziewczyny ominęłoby wiele zabawy (tudzież nauki przez zabawę 😉 ). „Uczesz mnie!” to książka – i tu niespodzianka! – powołana do życia zupełnie niezależnie od mojego osobistego „Uczesz mnie, mamo!”. Zbieg okoliczności niesamowity – podejrzewam, że autor pracował nad nią mniej więcej od czasu powstania niniejszego blogo-poradnika, w dodatku oba „uczesz” oficjalnie i legalnie na rynku pojawiły się w sierpniu tego roku. Nie wiem jak Wy uważacie, ale ja to nazywam przeznaczeniem! 😀 😀

Czy książka przypomina moją wielozadaniową działalność? Zupełnie… nie 😉 Nie znajdziecie w niej porad jak uczesać córcię rano do przedszkola. Pan Robert nie nauczy Was zaplatania warkoczy przeplatanych wstążką (choć kto wie – to dopiero pierwsze wydanie 😉 ). A, i nie dowiecie się jakim szamponem myć włosy aby nie szczypał w oczy 😉 O czym zatem jest ta książka i dlaczego sama podbieram ją córom? O losie – Panie Robercie, wielkie PRZEPRASZAM, ale nie da się, po prostu nie da się tego opisać literowo – trzeba zamieścić zdjęcia i choć odrobinę zdradzić tajemnicę książkowej zawartości 😉

„Uczesz mnie!” to tak zwana książka do „zniszczenia”. Możemy kolorować (nawet tekst), ciąć (nawet okładkę), kleić (nawet papierki po cukierkach), czy też gnieść i zaginać (nawet specjalnie). A wszystko to nie dlatego, że straszne z nas łobuzy, ale aby ćwiczyć wyobraźnię, umiejętności manualne (szczególnie operowanie nożyczkami w przeróżnych wariantach – CUDO!) oraz poczucie wewnętrznej estetyki (no bo hej, zrobienie makijażu albo dobranie odpowiedniej farby do włosów nie jest wcale takie oczywiste! 😉 ).

Przycinamy więc grzywki, robimy loczki, jeżyki i kolorowe pasemka. Wchodzimy nawet w dział kosmetyczny nakładając tipsy i regulując brwi 😉 Jednak to nie wszystko! Gdzieniegdzie natrafimy na zadania specjalne (jak znajdź różnice), ciekawostki (o pracy fryzjera) a nawet trochę tekstu a’la opowiadanie do czytania 😉 Nie znajdziemy tu natomiast ani jednej pustej strony – bo nawet jak powinna być, to zapobiegawczo (gdyby użytkowania targały wyrzuty sumienia przed niszczeniem książki 😉 ) została opisana notatką o ciachaniu i cięciu z premedytacją 😉 Ba, my nawet bez żalu wyrywamy kartki dla młodszej Emmy, której ciężko się koloruje w grubej książce. Emma także wpadła na świetny pomysł ozdabiania fryzur… naklejkami z własnych zbiorów! 😀 Wiecie jak mówią – ogranicza nas tylko wyobraźnia! 😉

Przyznam się – nie „skończyliśmy” całej książki. Laura wraca do niej regularnie i wybiera zadanie, które akurat jej przypada do gustu. Raz jeszcze podkreślam, mimo swojej „niszczycielskiej” natury to nie jest książka na raz. I super, naprawdę świetnie – bo jeszcze wiele fryzjerko-kosmetycznych przygód przed nami! 😀

A teraz to, na co każdy czeka – zdjęcia. Panie Robercie, Pan niech już nie przewija niżej, co by ewentualne prawa autorskie nie poczuły się naruszone 😉 W zamian napiszę, że ogromnie się cieszę z nawiązanej współpracy i teraz to po prostu musimy z córami zaopatrzyć się w inne wydania Pana autorstwa. Mocno podejrzewam, że skrywają w sobie niesamowite ilości wyśmienitej zabawy dawkowanej z wyczuciem i smakiem! Pozdrawiamy serdecznie – moje córy i ja 😀

Ps. I jak? Zachęciłam Was do zakupu tej pozycji dla dzieci? Mam nadzieję! 😀 To jeszcze na koniec zdradzę Wam tajemnicę – już niebawem pojawią się pierwsze egzemplarze tejże książki do wygrania w uczesz-mnie-mamowym konkursie! Bądźcie czujni – będzie się działo 😀 😀 😀

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Rabenda Magdalena napisał(a):

    Przeczytane od deski do deski Książka bardzo kreatywna dla mojej 7 latki idealnadziecięca wyobraźnia nie zna granic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *